Moi mili zaglądacze:

piątek, 11 października 2013

liście w roli głównej

Jak jesień to jesień!!!
takie cudne kolory na drzewach, że aż nie można się oprzeć!
 I ja poddałam  się szaleństwu, choć przyznam, nie miałam tego w planach...

Zaczęło się od wspomnianej już wizyty w opuszczonym domku:  oprócz turkusowoniebieskich drobiazgów wytachałam  stamtąd stary stół.... był w niezłym stanie, wymagał tylko nawoskowania.
Ustawiłam go czasowo w sypialni,  i wiecie co?
Zostanie tu na dłużej!!!

Ale dzisiaj nie będzie o stole, tylko o liściach, które pojawiły się jako dekoracja na tymże:


Najpierw postawiłam na nim ten żółty wazon, który do tej pory był zamknięty w szafie, bo wydawało mi się, że do niczego mi nie pasuje....

Ale nauczona doświadczeniem, nie pozbywałam się go, wiedząc, że może kiedyś... no i właśnie!

Liście włożyłam po prostu w antyramy, na czarnym i szarym tle.
Przy okazji: czy ktoś zgadnie co to za gatunki?

Metalowa podstawka to staroć z IKEA, który też swoje odleżał w szafie,  pierścionki w odpowiedniej kolorystyce dopełniają kompozycji.
Zielony liść kupiłam w kwiaciarni.


Tak mi się spodobało to zestawienie barw, że chyba będzie się rozprzestrzeniać na całą sypialnię...
 Na razie nie pokazuję więc całości ze stolikiem, bo nie jest jeszcze gotowa.

Za to liście jeszcze pokażę, bo z kolei spodobała mi się jedna z inspiracji pokazanych przez Karmelową-  liście na sznurku:






to żadna filozofia:
 
 
Choć ja akurat miałam tu pewien plan: nazbierałam mianowicie liście grujecznika japońskiego , które, gdy robią się żółtawe, pachną cynamonowo-karmelowo.... chciałam zrobić taką pachnącą zawieszkę... niestety ... po czasie dopiero doczytałam ( i przekonałam się też organoleptycznie!), że po zerwaniu zapach znika!!!

Pozostało mi tylko zachwycać się wyglądem, zwłaszcza tych cudnych , czerwonych ogonków:



Wracam teraz do moich  śnieżynek- nowa dostawa koralików już jest, wiec nie mam usprawiedliwienia- ale robiąc , będę myśleć o nowych barwach do sypialni...

życząc słonecznego weekendu
pozdrawiam
ystin
♥

wtorek, 8 października 2013

sezon dyń

znowu niestety nie mam własnych dyń prawdziwych, choć Inkwizycja kochana przysłała mi nasionka swoich olbrzymów... niestety posadziłam je w miejscu- wydawałoby się - bezpiecznym.... najpierw było koszenie: uchowało się kilka sadzonek... a potem moje dzieci wymyśliły ( wraz z tatusiem) kopanie bunkra... no i oczywiście gdzie???? tam gdzie były  ostałe się z koszenia  dynie!!!
 no fatum jakieś ciąży ...
trudno, trzeba sobie radzić ( jak to powiedział baca zawiązując buty glizdą...)

W tym roku dyńki malutkie, bo na drutach robione od podstaw ( wielkie zeszłoroczne ze starych swetrów do przypomnienia TU):



Pudełeczko Agnethy nadaje się idealnie do prezentacji:


( przy okazji : zajrzyjcie do niej, bo przygotowała trzy cudne katalogi swoich dzieł... no po prostu serce się rwie!!)


bez też można:


rozpanoszyły się po całym pokoju:


Robi się je  na 5 drutach, wypełniając watą.



Chyba jeszcze kilka zrobię, idzie to dość szybko, tylko palce mi drętwieją ...Muszę wykorzystać czas zanim pojawi się dostawa koralików i znowu ugrzęznę w śnieżynkach....


Na koniec jeszcze tylko mała instrukcja jak były robione lampy z tego posta, miałam kilka zapytań, wiec może się przyda taka inf:


całuski serdeczne
ystin
♥

sobota, 5 października 2013

turkusowa jesień i wygrane candy

Jesienią królują we wnętrzach i dodatkach wszystkie odcienie pomarańczowego, żółtego i czerwieni... a u mnie?



Turkusowoniebiesko się zrobiło, a to za sprawą moich ostatnich zdobyczy.
Mogłam poszperać sobie w niezamieszkanym od kilku lat starym domku... od razu wpadły mi w oko te kolory...

Stary emaliowany  czajniczek:


zamieszkał na stole wraz z porcelanowym dzbankiem  i historycznie-romantycznym  słonikiem*... Zauważyłyście jak wszyscy mają uniesione "trąby"???

 I dwie stare szufladki, których kolor zmieniał się , i zmieniał ( co widać w odrapaniach) by ostatecznie osiągać ten cudny turkusowo-niebieski:


szufladki leżą sobie razem ( nie można ich przecież rozdzielać) na półce krabowego barku:


 Jarzębina wpadła do pochodzącej z tego samego miejsca emaliowanej miseczki w kształcie wazy- muszę się przyznać, że bardzo lubię ten wzór...

I tak powoli okazało się, że turkus jest wszędzie:


Uszyłam dodatkowo dwie poduchy na folete z resztki materiału pozostałego po obiciu krzeseł... i też jest tam turkusowoniebieski kolorek....


Do opuszczonego domku wybiorę się jeszcze na pewno, bo sporo skarbów może się tam nadal ukrywać...może nawet kilka mebelków jakowychś... mój mąż oczywiście boi się, że znowu natacham śmieci...

ale czy te turkusiki można nazwać śmieciami????



Udało mi się też wygrać candy u Justyny z bloga evellon:



i choć nagrodą był  tylko kotek, dostałam jeszcze  cudną krzyżykową lawendę w ramce i wyszywaną zakładkę z kotkiem.... były też słodkości, ale jak to bywa, niedotrwały :-))))

Justynko- piękne cukieraski- baaardzo Ci dziękuję!


i to tyle,
dużo słonka  w ten weekend życzę
ystin
♥
 
 
 
*- wyjaśnienie dotyczące słonika... słonik ma prawie równo 22 lata, jego historia jest z pogranicza magii... otóż po naszym pierwszym wspólnie spędzonym weekendzie, wracając  w poniedziałek z zajęć,  zobaczyłam tego słonika na wystawie mijanej kwiaciarni... pomyślałam sobie, że byłoby tak romantycznie dostać takiego.... i jakież było moje zdziwienie, gdy wieczorem, na spotkaniu z przyszłym małżonkiem, zostałam właśnie nim obdarowana!! no po prostu nie mogłam uwierzyć....

Więc chyba nie dziwi Was fakt jego honorowego miejsca i dodatkowej ochrony w postaci klosza... o takie szczęście trzeba dbać♥♥♥

czwartek, 3 października 2013

przerwa w śnieżynkach, porcelanowa łyżeczka i kotka Nokia

Ponieważ całe dnie miałam zdominowane przez te moje koralikowe śnieżynki, nie mogłam z niczym innym poszaleć, ale skończyły mi się koraliki i czekam na nową dostawę, więc mam chwilę ...

No i powstały najprostsze z prostych nowe abażury nad stół jadalniany:







przścieradłowe tuby zastąpiły poprzednie, wykonane na drutach warkoczowe kominy, które możecie sobie przypomnieć TU.

Inspiracją były te cudne proste lampy Koushi-ego:



które pamiętamy też z zaprojektowanego dla Andrei Campi przez Paole Navone domu w Spello




Oczywiście moje to takie drobnomieszczańskie podróbki, ale powiem szczerze, że mąż ( i podejrzewam szersze grono znajomych...) nie doceniłoby bliższej oryginału wersji... co tam wersji... sam oryginał by ich skonfudował totalnie... :-))).





Niewiele rzeczy chciałabym zmienić w moim domku, mało co jest do poprawy, ale jednej baaaardzo żałuje: że zrobiłam ciemne okna i parapety...
Powinny być białe- to ułatwia każdą aranżację...
Na szczęście okna są drewniane, więc będzie można je kiedyś pomalować.... ale oczywiście nie teraz, bo przy całej cierpliwości mojego męża i zrozumienia wszystkich moich "zboczeń" wnętrzarskich, nawet on nie zgodzi się na pomalowanie nowych okien....

A teraz o sklerozie:
niedawno któraś z Was pisała, że szuka porcelanowej łyżeczki do pojemnika na musztardę- napisałam w komentarzu, że mam takową i chętnie wyślę jeśli będzie pasować, ale... nie mogę sobie przypomnieć, kto to był!!!!!
więc teraz zdjęcia rzeczonej łyżeczki ( dla porównania wymiaru gustowna linijka..:-)):



i jeśli to czytasz, Droga Potrzebująca- ujawnij się !!!
I ostatnia sprawa- kotka Nokia szuka domu:



szczegóły u Sentimenti.

I to tyle na dzisiaj... mamy w domciu małą epidemię kataru... ale dajemy radę!!!

całuski serdeczne
ystin
♥

wtorek, 1 października 2013

co witają zimowity i irlandzki chleb sodowy

To co witają zimowity jest sprawą oczywistą i co roku o tej porze ( mniej więcej) pokazuję jak pięknie to robią:


i jak szybko sie mnożą- to dla porównania ta sama kępka w zeszłym roku:

o zimowitach pisałam TU, więc nie będę sie powtarzać.

Jeśli zaś chodzi o chleb sodowy, to jest to jedno z prostszych (i szybkich) ciast, z którym sobię radzę, więc podzielę się z Wami przepisem. Sama mam go z jakigoś pisma ( prezentowała go tam p. Anna Białostocka z Pełcznicy) , ale trochę go zmodyfikowałam ( czyt. uprosciłam :-)).


Przepis:
suche w misce:
1/3szklanki cukru
1kg maki
2 łyżeczki proszku do piecz.
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli ( płaska)
1 szklanka rodzynek
mokre:
2 lekko ubite jajka
1 litr maślanki
Składniki mokre łączymy z wymieszanymi suchymi i mieszamy aż nie będzie grudek.
Przekładamy ( powinno byc lekko lepkie) do keksówki ( dużej) lub tortownicy wysmarowanej masłem. Można lekko oprószyc z wierzchu mąką. Piec 60-75min w 180st.
SMACZNEGO!!!
Miłego tygodnia
ystin
♥
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...