Moi mili zaglądacze:

środa, 8 lutego 2012

Postanowienie- w sprawie ACTA

Stracę pewnie część Waszej sympatii (o ile oczywiście takową mnie darzyłyście :-)) ale muszę to napisać, bo męczy mnie od jakiegoś czasu.
Większość z nas ma na blogu wyraźną informację, że publikowane texty i zdjęcia są naszą własnością i nie życzymy sobie ich kopiowania bez wiedzy i zgody.
Pięknie!
Ale nie można żądać poszanowania dla naszej własności i chcieć jednocześnie móc do woli korzystać z cudzej!
I choć u mnie nie ma zastrzeżenia, że nie życzę sobie kopiowania, to  zdarzało mi się zamieszczać rzeczy niebędące moją własnością!!!.
Dlatego też  postanawiam skrupulatnie trzymać się swoich zasad i nie znajdziecie już u mnie wrzutek z youtube, czy ściąganych z innych miejsc textów, piosenek, filmików, które nie są moją własnością.( chyba, że autorowi zależeć będzie na szerokim rozpowszechnieniu i wyraźnie zostanie to zaznaczone)


Nie będę posiłkować się czyjąś twórczością w celu uatrakcyjnienia własnego bloga!!!
 Obiecuję to uroczyście !!

poniedziałek, 6 lutego 2012

myślę sobie, że...


ta zima kiedyś musi minąć...


i tego sobie i Wam życzę!

Ja na odchuchanie tych mrozów wygrałam candy u Silvanis i stałam się posiadaczką- a właściwie Franek się stał posiadaczem -ślicznego futerkowca:



Otrzymał imię Jeżyk-Peżyk ( teraz taki czas rymowanek nastał) i zapewne pójdzie jutro z Frankiem do przedszkola.
Kochana, bardzo dziękujemy i za jeżyka i za słodkości.



Tak na  marginesie- mój M nie mógł oczywiście nie zauważyć, że nadal funkcjonuje stereotyp jeżyka z jabłuszkiem i sarknął: "jeże są mięsożerne, to drapieżniki!!! jabłuszek nie jedzą, nie noszą na kolcach a jakby na nie spadło, to by chyba zabiło!!!"
Cóż, wiedza nie zawsze jest romantyczna...

MY zostajemy przy jeżyku z jabłuszkiem!!!

ciepłe całuski przesyłam
♥

niedziela, 5 lutego 2012

PODŁOGA

No i przyszedł czas na prezentację mojej podłogi.
Powstawała w bólach, bo oczywiście ja muszę cudować.


Moim marzeniem było posiadanie białej podłogi, która wygląda na starą ale nie pociągnie mnie mocno za portfel. Wogóle uważam, że żadną sztuką jest piękne urządzenie domu jak się ma kasy w bród, sztuką jest urządzić dom dając mu swoją duszę, wyobraźnię i pracę nie idąc przy tym z torbami.

A było to tak:
deski swierkowe przyjechały spod Wrocławia, szerokie na 19 cm z tzw fazą, czyli ścięte na brzegach, z założeniem niecyklinowania i  pewnością , że będą łódeczkować ( czyli podnosić się na brzegach- co też czynią, ale nikomu to nie przeszkadza).
Położone wyglądały tak:


Szczeliny miedzy dechami są raz większe raz mniejsze, i to wykluczało-jak dla mnie- lakierowanie, bo lakier by w tych miejscach pękał.
Padło więc na olejowanie, ale oczywiście wykonane własnoręcznie.

Zrobiliśmy kilka prób i to co zalecał producent ( malowanie i natychmiastowe przecieranie szmatką) absolutnie mnie nie satysfakcjonowało pod względem osiągniętej barwy- za mało biało!!!

Postanowiliśmy  pomalować warstwą oleju i zostawić do wyschnięcia bez wycierania.
Niestety, lepsze jest wrogiem dobrego i daliśmy za grubą warstwę, która nie wszędzie została wpita przez drewno i powstały nierówne białe plamy:


Nie było wyjścia , trzeba było zeszlifować ( ręcznie) w celu wyrównania.

Po szlifowaniu zaczęłam widzieć światełko w tunelu, bo podłoga zaczęła fajnie wygladać.

 Potem Mąż mój ukochany ( bo to on całe  to fizolstwo wykonywał) położył wałkiem dwie cienkie warstwy oleju i podłoga wygląda tak:


Jestem przeszczęśliwa, jest dokładnie tak jak chciałam.

Pozostała jeszcze kwestia listew przypodłogowych.
Te co są już mi się nie podobają ( za toporne) , ale na razie muszą takie wystarczyć, pytanie tylko czy zostawić tak jak są ( olejowane jak podłoga) czy pomalować na biało jak futryny i drzwi?

Tu na zdjęciu dobrze widać różnicę:


Chodzi mi o ten kawałek na wprost , miedzy dwoma futrynami od przyszłych drzwi do pokojów chłopaków ( na razie jest tam ściana...)
Co myślicie?
Ja osobiście skłaniam się do białego, ale będę musiała to wykonać pędzelkiem, bez odkręcania, bo mąż już patrzeć na tą podłogę i listwy  nie może i zapowiedział, że jak będę chciała białe to sama....może być trudno....najbardziej boję się poplamienia tej cudnej podłogi....

A tak ten korytarzyk wyglądał przed (nie wiem jak Wy ale ja  uwielbiam takie "przed i po"):



Mam nadzieję niedługo pokazać Wam wykończony kibelek, do którego robiłam ten stolik, muszę tylko jeszce dopracować lustro i kinkiet- a to jak zwykle u mnie pełna improwizacja.

Pozdrawiam serdecznie
♥

czwartek, 2 lutego 2012

Sweter mężowy- prezentacja, dwie zabawy i mróz na szybach.

Czasem jest tak, że  nie ma co pisać, a czasem  trzeba o wielu rzeczach na raz...
i ja mam dzisiaj właśnie to drugie.

Udało mi się skończyć sweter dla małżonka, który miał być prezentem pod choinkę, ale jak pamiętacie, z pierwszej wersji powstała poduszka a druga jakoś mi nie szła. No ale w końcu jest, choć przyznaję, nie bez strachu- wełna mi się skończyła w trakcie i już byłam pewna, że robota na nic, ale  tak jakoś pokombinowałam i jest:
Trochę się bałam , czy zachowam proporcje, bo robiłam go całkowicie w ciemno, bez żadnego wzoru a pierwszą przymiarkę zrobiłam jak zszyłam ramiona... na szczęście "oko" mam jeszcze dobre i jest idealny.
Ta żółta naszywka w dolnej części to coś, co odpadło od innego swetra a w tym pełni rolę ozdobno -informacyjną. Ozdobną bo żółty fajnie pasuje, informacyjną ,bo dzięki niej mąż może się zorientować gdzie jest przód :-)).
Nie jest to jakaś firmowa awangarda , więc chyba nie posadzicie mnie o snobizm ( mam nadzieję...):


a  tu mój podstęp wełnowy:
Gdy juz wiedziałam, że minimalnie zabraknie mi tworzywa, wpadłam na pomysł, że wnętrze golfa jest niewidoczne i może być bezkarnie  w innym kolorze, bo po wywinięciu tego nie widać:
 I tak to mąż dostał w końcu  swój prezent.( nie chciał wystąpic jako Topmodel...)

Jak nic przyda się teraz, bo mamy ogromniaste mrozy: dzisiaj rano  było -23st. i na naszych starych skrzynkowych oknach pojawiło się to:


Tak, dobrze widzicie, to warstwa lodu na szybie WEWNĄTRZ pomieszczenia!!!
Nieźle, co?
Ale niedługo się przeprowadzamy do nowej części więc jakoś damy jeszcze radę.

A teraz obiecane zabawy.( dobrze, że zabawy, a nie wyróżnienia ;-))
Najpierw kosmetyczne "must have". Zaprosiła mnie do niej Konwaliowa Bombonierka, której na pewno przyszło to łatwo, bo zawodowo zajmuje się stylizacją i makijażem ( nie tylko zresztą...).
Ale ja?
no dobra,.
 są takie rzeczy, które MUSZĘ mieć, czyli:
1. chusteczki do demakijażu- wilgotne , gotowe do użycia. I używam ich nie tylko do zmywania makijażu, tylko po prosty zamiast wieczornego mycia wodą czy mleczkiem przecieram twarz taką chusteczką.
2. tonik- rano zamiast mycia ( bo moja twarz nie lubi wody) a wieczorem po chusteczce- nie potrafię bez tego życ.
3. chusteczki peelingujące- używam kilka razy w tygodniu zamiast zwykłej chusteczki- te peelingujące mają takie delikatne granulki, które pięknie ścierają stary naskórek.
4. krem nawilżający- i to mocno- wierzę w kremy nawilżające, i stosuję, czasem jakieś serum ,jakaś maseczka- ale tez wszytko super nawalizające.
5. kosmetyki kolorowe: używam baardzo rzadko, ale jak już to zestaw- podkład, puder sypki, puder brązujący + cienie do powiek i mascara+ błyszczyk na usta.

Żeby wypełnic warunki do zabawy zapraszam:
Roma
Jyoti
Ewa
Magda
Agnieszka

a druga zabawa, do której zaprosiła mnie Roma, to:

I tu będzie jeszcze krócej:
nie oglądam ŻADNYCH , ale to naprawdę żadnych seriali.
Ostatnim programem cyklicznym który oglądałam był Runway Project,  3 lata temu. Teraz jak trafie to patrzę, ale nie szukam i nie wiem kiedy leci....

Do zabawy zapraszam:
Mika -Monika
Asiek
MarchEwka
AnaYo
Koraliki Beaty


No i to tyle- coś ostatnio mało biżutków, mam nadzieję, że mi wybaczycie, coś mi się tam w głowie projektuje, ale teraz wykańczanie domku ważniejsze.

Całuski serdeczne
♥

środa, 1 lutego 2012

Oponki

dzisiaj o jedzonku, żeby zmyć moją pierniczkową hańbę.

No bo generalnie mi wychodzi..zwłaszcza jak mam takich pomocników!



Oponki to jest taka troszkę inna wersja pączków, my ją uwielbiamy, a ja osobiście pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz pojawiły się w moim rodzinnym domu (  jakieś 30 lat temu...)- mama dostała skądś przepis, czasy były siermiężne ale biały ser był wiec usmażyłyśmy je wieczorem- zniknęły tego samego dnia! są super smaczne, zwłaszcza takie świeżutkie, potem nieco twardnieją.

przepis jest bardzo prosty;

1/2 kg mąki
1/2 szkl. cukru
1/2 kg białego sera
1/2 kostki margaryny
2 jajka
1 łyżeczka sody.
wszystko mieszamy w misce ręką ( ugniatamy)  a jak zaczyna się łączyć  na stolnicy,  i wałkujemy:


jak trzeba podsypujemy mąką i wykrawamy: duże kolo ( jak widać kieliszek do szampana) a  wewnątrz mniejsze ( do wódeczki)  i jest oponka.



oponki wrzucamy na rozgrzaną oliwę ( muszą w niej pływać, tak jak pączki) i smażymy z obu stron na złoto.
wyjmujemy, odsączamy ( na papierze) i posypujemy cukrem pudrem.

Zdjęć po usmażeniu nie zdążyłam zrobić ;-((
SMACZNEGO!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...