Moi mili zaglądacze:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

dwie powieści, dwie kobiety

Zanim zacznę na temat, muszę Wam bardzo podziękować za tak nieoczekiwanie  miłe przyjęcie metamorfozy szufladkowej- nie spodziewałam się, że tak się spodoba!!! szczerze mówiąc zastanawiałam się , czy warto o tym pisać, bo to takie "nic"....więc byłam naprawdę miło zaskoczona- DZIĘKUJĘ!!!


A dzisiaj "nietwórczo" tylko czytelniczo.
Przeczytałam ostatnio ( a właściwie odświeżyłam sobie...) dwie książki,  obie o kobietach, ale jakże różnych... powiedziałabym -skrajności!!!!

Obie książki są powieściami, więc nie mają wiele wspólnego z faktami, choć  też nie są całkowitą fikcją. Natomiast na pewno nie można ich nazwać biografiami...

Pierwsza kobieta jest oczywista- to Coco Chanel, druga już mniej, to Marta Freud, żona słynnego psychiatry, ojca psychoanalizy....

I to właśnie ta druga zrobiła na mnie duże wrażenie, tak mogło być....
Książka jest napisana  w formie listów Marty do pewnej znajomej... listów pisanych u schyłku życia, w których Marta podejmuje próbę podsumowania swojego życia... życia niebywale skromnego, w całości podporządkowanego potrzebom i życiu męża....

Coco natomiast to kwintesencja egoizmu, egocentryzmu, narcystycznych postaw...Coco żyje tylko dla siebie, nikt jej nie może w tym przeszkodzić....robi co chce, jak chce i kiedy chce... można powiedzieć, że po trupach.....

Która była szczęśliwsza... czy w ogóle można mówić o szczęściu w życiu tych dwu kobiet...???


Polecam...

ystin
♥

niedziela, 28 lipca 2013

Projekt "szczęście"-zabawa- i reszta drobiazgów

Niedawno, zachęcona postem moninii, zakupiłam książkę "Projekt szczęście". Zaczęłam czytać i wiecie, co? stwierdziłam, że ja już sama doszłam do tego o czym pisze Gretchen Rubin, co prawda trwało to blisko 20 lat, ale już wiem, co jest dla mnie najważniejsze, co daje mi szczęście i zadowolenie... okupiłam to czasem nie przespanymi nocami, wielotygodniowymi "cichymi dniami", blisko roczną depresją... ale wyszłam z tego i jestem szczęśliwa!

Pomyślałam więc sobie, że może którejś z Was ta książka przyda się bardziej i postanowiłam puścić ją w obieg, tak jak kiedyś  w zabawie "uwolnij książkę" czy w  wędrówce Edwarda Tulana.

Zapraszam wiec do zabawy
 
<< PODAJ DALEJ "Projekt szczęście" >>



ZASADY:
1. Osoba posiadająca książkę informuje o zabawie w poście,
umieszcza baner zabawy na pasku bocznym 
 i urządza zapisy -chętni zapisują się pod postem-
czas przyjmowania zgłoszeń- 5dni
 
2. losowanie wyłania osobę, do której poleci książka
 
3. Osoba która otrzymała książkę musi w ciągu  3 tyg. urządzić losowanie i przesłać książkę do następnej chętnej osoby.
 
4. Do przesyłki można dodać coś "od siebie", każda osoba wpisuje się też na obwolucie książki
 
Czy znajdą się chętni???
jeśli tak to zapraszam do zabawy, na komentarze ( z deklaracją  udziału) czekam do 
2.08.2013 
 
 
 
A teraz ciąg dalszy efektów pobytu Ani.
 
Oto chustecznik ( mój pierwszy!!!), zrobiony przez Anię specjalnie do saloniku,  z ulubionym moim kwiatem ( zaraz po hortensji) czyli piwonią:
 
prawda, że pasuje idealnie? ( foto by p.anna)
 
Otrzymana kiedyś od Dorci skrzyneczka doczekała się  w końcu dekoracji:
 
 
A do zabawy w decoupage włączył się też Franek i z niewielką pomocą Cioci Ani wykonał trzy zakładki do książek:

 te z żabkami dla siebie i Rafcia, z muszelkami dla mamusi....


A ciocia Ania przywiozła dla Rafcia piękną Pamiątkę Komunii:



z cudnym różańcem , wykonanym z drucika i zielonych koralików:




ależ upał dzisiaj co? u nas normalnie nie ma czym oddychać a mój małżonek pojechał na zawody strażackie- na szczęście nie jako uczestnik tylko obserwator, ale i tak mu współczuję- czarne spodnie, ciężkie buty...
a ci co mają dzisiaj biegać???
masakra normalnie!

Ale nie narzekajmy!! to lato w końcu! i tak sobie pomyślałam, że jest całkiem niezłe, po tej długiej zimie przyda się troszkę upału, żeby zatęsknić do chłodniejszych dni... słowem- cieszymy się z każdego dnia, jaki by nie był!!
całuski
ystin
♥

poniedziałek, 17 czerwca 2013

O ksiażce w końcu ....

W poście o Nutce ( wszystko z nią ok. wet powiedział , że to się czasem zdarza- może być jakaś wada genetyczna i może nigdy nie mieć młodych...) pisałam, że jeszcze wspomnę o Małym Księciu.
 
Zaraz wspomnę, ale najpierw coś słodkiego:
Najprostszy obiado-deser, czyli naleśniki z truskawkami  bitą śmietaną:
 
 
 
Truskawki pocięte i posypane cukrem, czekały na usmażenie naleśników,  lekko puściły soczek i były po prostu bosssskie!
 
albo wersja truskawkowa tiramisu:
 

 Mój przepis podstawowy TU,  dodajemy tylko pocięte truskawki ( można zrobić truskawki jak do naleśników,  ale wersja sote tez jest przepyszna!!)

Tak to sobie dogadzaliśmy w ten weekend♥
 
 
 no a teraz  wspominam w końcu o książce:
 
 
Nie wiem , jak jednym słowem określić tę książkę, ale ciśnie mi się: zaje-fajna!!
Gościu (autor czyli Piotr Czerwiński) naprawdę nieźle oddał realia emigracji zarobkowej do Irlandii (choć może troszkę podkolorował- tu zwracam się do mających doświadczenie w tej kwestii- czy jest tak jak on pisze? czy to troszkę wyolbrzymione wszystko???).
 
Język , jakim jest napisana ta opowieść, to po prostu majstersztyk- jeszcze kilka dni po przeczytaniu myślałam w tym polsko- angielskim slangu...Ale oczywiście nie sam język- trzeba mieć jeszcze coś do przekazania, i autor miał... wiele celnych obserwacji życia, trafione puenty, prawie filozoficzne podsumowania....
 
 
"..Ogólnie rzecz biorąc, Irole i Angole mieli długotrwały związek sadomaso, który najwyraźniej nie był szczęśliwy .Kinda trochę przypominało to romanse Bulandy z jej egzotycznymi sąsiadami, którzy przez ostatni tysiąc lat desperacko pragnęli wydymać Bulandę i zrobić z niej mydło albo wysłać na holiday on Cyberia. Aleśmy się nie dali. Kto żyw, uciekał z Bulandy za granicę. Mnóstwo ludzi wylądowało w Anglii albo w USA, gdzie główną intencją wielu miejscowych było ich wydymać, for a change.
Irole mieli dokładnie takie same przygody, myślę więc, że obie nacje powinny się naprawdę cieszyć, że w końcu odnalazły siebie nawzajem we świecie. Tak naprawdę różnią się tylko językami. Angole byli w Irolach so in love, ze zostawili im na pamiątkę język angielski. Angole zawsze zostawiają go narodom , w których są in love, a poza tym nie potrafią wymówić ani słowa w jakimkolwiek obcym języku, więc z konieczności trzeba się z nimi porozumiewać po angielsku, jeśli chce się nawiązać jakiś kontakt. To dlatego tylu ludzi na świecie posługuje się tym ciekawym narzeczem. Irole zapewne są jednym z niewielu narodów, które zaniechały własnego języka, by mówić po angielsku. Miłość Angoli była straszna.
Egzotyczni sąsiedzi Bulandy próbowali tej samej sztuczki, aleśmy się nie dali, jak już wspomniałem. To dlatego wszyscy mówimy po polsku i nikt nas nie rozumie."
 
to taka próbka....
 
A gdzie tu Mały Książę???
 
Cóż, kto chce wiedzieć jakie jest nawiązanie, musi przeczytać książkę! WARTO!!!
 
Muszę poszukać innych pozycji tego autora, bo przyznam, że mnie zafascynował...
Książkę sobie odświeżyłam w ramach porządków na półkach- przy wycieraniu kurzy książki z drugiego rzędy przestawiłam na przód i wiele zapomnianych pozycji ujrzało światło dzienne...
 
 
Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego tygodnie
ystin
♥ 

sobota, 1 grudnia 2012

Egzotyczne czekoladki i kilka słów o malżenstwie...

Żeby nie było za długo- kolejny wytwór w ramach prezentów zamówionych przez znajomą: tym razem wisior i malutkie klipsy (tak!!) w tonacji brązu z nutką egzotyki.

Wisior ma  7 x 5 cm, miedzianą krawatkę, zawieszony jest na trzech sznureczkach z sutaszu. Zapięcie ma niewielką regulację, długość razem z zawieszką ok 65 cm.


Klipsy- po raz pierwszy w mojej karierze- są wyjątkowo malutkie- 2,5 x 3 cm.

I komplet:
Mam nadzieję, że się spodoba...


A teraz obiecane refleksje małżeńskie. Nawet nie tyle refleksje , co cytaty z książki, o której już pisałam: "I że Cię nie opuszczę...".
0

Po pierwsze bardzo trafna metafora uczuc międzyludzkich autorstwa filozofa Arthura Schopenhauera:

"...ludzie w swoich związakch uczuciowych są jak jeżozwierze w mroźną zimową noc. Chroniąc się przed zimnem, zwierzęta tulą się do siebie. Kiedy jednak znajdą się tak blisko  siebie, by poczuć ciepło, boleśnie  kłują się nawzajem kolcami. Odruchowo się więc odsuwają. Ale kiedy się odsuną, znowu marzną. Zimno popycha je ku sobie i ponownie nadziewają się nawzajem na kolce. Więc znów się wycofują. I znów zbliżają. Bez końca."


to małżeństwo ogólnie, ale najbardziej poruszył mnie fakt, który uświadamia ta książka- to kobiety miały, mają i pewnie jeszcze długo będą mieć w małżeństwie trudniej, żeby nie użyć słowa ...gorzej...

Dowody?

"współczesnym mężatkom nie powodzi się lepiej niż im samotnym odpowiedniczkom. Mężatki w Stanach Zjednoczonych nie żyją dłużej od kobiet samotnych, nie gromadzą tyle dóbr co kobiety niezamężne ( sam fakt zmiany stanu cywilnego kosztuje je przeciętnie 7% dochodów), mężatki nie robią takiej kariery zawodowej jak kobiety samotne, są zdecydowanie mniej zdrowe i częściej zapadają na depresję niż kobiety niezamężne, obciążone są też większym ryzykiem gwałtownej śmierci... na ogół z rąk męża, co prowadzi do ponurego wniosku, że najbardziej niebezpieczna osobą w życiu przeciętnej kobiety jest jej małżonek."

Podczas gdy:

"...jeśli jesteś mężczyzną i chcesz żyć długo, szczęśliwie i w dobrobycie, powinieneś się ożenić. Mężczyźni żonaci radzą sobie w życiu nieporównywalnie lepiej niż samotni. Żyją dłużej, są zamożniejsi, robią większą karierę, rzadko umierają gwałtowna śmiercią, co więcej,mężczyźni żonaci uważają się za szczęśliwszych i rzadziej niż samotni wpadają w alkoholizm, poddają się depresji i uzależniają od narkotyków."

 I co? dlaczego mimo tego to my jesteśmy tą stroną której  często bardziej zależy na małżeństwie.???

oczywiście można powiedzieć, że my sobie beż nich radzimy lepiej, że oni bez nas są słabsi... ale czy o to chodzi???

polecam książkę, bo to tylko fragmenty... naprawdę czyta się super!

serdeczności weekendowe
♥♥♥

wtorek, 27 listopada 2012

Dwa miłe wydarzenia z zeszłego tygodnia

Piszę o nich dopiero teraz, bo i tak już te moje posty z każdego rogu wyłażą...

Pierwszym miłym wydarzeniem była wizyta u Flory, jak najbardziej realna i osobista...
Florę poznałam kilka lat temu i była wtedy dla mnie po prostu Mamą Igora z przedszkola moich synów...
Potem zaczęłam pisać bloga, a potem trafiłam na jeden z numerów Lawendowego Domu i jedna z autorek wydała mi się znajoma ( str 109)... poszukałam , poszperałam i tak znalazłam cudny blog Laboratorium Flory... pisany przez Mamę Igora!!! że też ja nie wiedziałam , że taką guru świata blogowego , hand- madowego i wogóle, spotykam  przebierając chłopaków!!!
Przypomniałam sobie też o bransoletkach, które swego czasu robiły dzieci w przedszkolu z pomocą jednaj z mam- którą była właśnie Flora- pisałam o nich tu- zrozumiałam, czemu były takie słodkie!.

Flora robi cudne dekoracje, teraz jest czas wianków świątecznych, więc jak padło zaproszenie ( bo wiecie, że ciągle mam swój w planach) postanowiłam skorzystać. Flora ostrzegła mnie tylko, że ma duże zamówienie i będziemy rozmawiać w trakcie jej pracy... zapytałam się tylko co przynieść, bo mam dużo brzóz i mogę naciąć gałązek na te wianki....
 Flora się tylko zaśmiała i powiedziała, że nie, że ona kupuje... troszkę mi skrzydełka opadły, bo myślałam , że się nauczę pleść ...
Jak się zjawiłam  u Flory i zobaczyłam dziesiątki, dosłownie stosy poustawianych w każdym miejscu wianków, zrozumiałam dlaczego sama ich nie plecie- musiałaby mieć dziesięć rąk i 48godzinną dobę...
Spotkanie było cudne, pogadałyśmy, pośmiałyśmy się, wymieniłyśmy informacje o chłopakach...
Oczywiście nie wzięłam aparatu, więc jeśli chcecie zobaczyć piękne prace Basi, zaglądnijcie na jej bloga, a jeśli chcecie stanąć do boju o takie cudo:


kliknijcie tu, albo tu.

WARTO!!


Drugim  wyjątkowo miłym wydarzeniem minionego tygodnia była przesyłka od Marzenki z bloga...bo lubię... Zamówiłam sobie u niej kilka książek, które sprzedawała  a dostałam wielka pakę w której, oprócz zamówionych  książek:


znalazłam jeszcze to:

całą masę koralików- podobno resztki... taaaa.... nie chce sobie wyobrażać ile tego Marzenka ma, skoro to są resztki....
Marzenko, jesteś niepoprawna!!! i oczywiscie dziekuje bardzo♥

Z książek przeczytałam już Nurowską, teraz jestem przy  "I że Cie nie opuszczę..."- Nurowska taka sobie- troszkę naciągana jak dla mnie, ale czyta się fajnie... za to ta druga- super- takie rozważania o instytucji małżeństwa- polecam wszystkim- planującym, będącym w związku- historia, tradycje, postrzeganie- to nie jest beletrystka- to prawie naukowa rozprawa! i czyta się super!!.


Uf. Nie wiem, czy Wy jeszcze macie siły do mnie zaglądać... ale nic to, może mi niedługo to postowe ADHD przejdzie...

 
Całuski serdeczne
♥♥♥

poniedziałek, 1 października 2012

Podpowiedź do mojej małej zagadki i cos do poczytania

Chciałabym troszkę podpowiedzieć w kwestii zagadki z tego posta:

1.to nie będzie biżuteria, ani nic do noszenia na/przy ludziu!
2. już coś takiego robiłam, tylko nie z sutaszu....



A dzisiaj chciałabym Wam polecić coś do poczytania- już dawno tego nie było, bo czas zajmują mi głównie przeróbki, a teraz jeszcze szkoła ( 2h dziennie wyjęte na odrabianie lekcji...) ale o tej książce chciałam Wam już dawno napisać.

Chodzi mi o " Przestrzeń za Szkłem" Simona Mawera.

Powieść o rodzinie, ludziach,  ich życiu, decyzjach ... i ich niesamowitym domu: przestrzeni za szkłem..
 Das Glasraum...


Książka jest dobrze napisana i świetnie się ją czyta, a  dla mnie najciekawsze był też to, że ten dom istnieje naprawdę!
Że naprawdę ktoś w latach 30tych ubiegłego wieku miał odwagę stworzyć coś tak awangardowego, tak nowoczesnego , nawet jak na dzisiejsze czasy..

Długo szukałam w sieci tego domu, jego zdjęć... i oto mam.

Tak wygląda dzisiaj:


I choć jest to całkiem inna stylistyka niż ta, która mi się podoba, którą ja tworzę sobie do życia,  to podziwiam ludzi , którzy mieli odwagę go wybudować, żyć w nim, kochać ...

A Simon Mawer doskonale to sobie wyobraził, tak mogło być naprawdę...

Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjeć, oryginalny wystrój, historię,  zagladnijcie tu:

Villa Tugendhat

Gdy czytałam tę książkę po raz drugi miałam już w głowie te wnętrza.... polecam.

serdeczne
♥

sobota, 26 listopada 2011

Czytadełko i wyróżnienia

Jak wiecie moja ulubioną polską autorką jest p.Hanna Kowalewska. Można sobie o tym poczytać tu.  Udało mi się też być na spotkaniu autorskim ( krótka relacja tu).
a teraz w końcu doczekałam się na ostatnią , kończącą cykl o Zawrociu, książkę pt. "Przelot  bocianów".

Była bardzo wyczekana- wiadomo- ostatnia część, wyjaśnienia, zakończenia... Rzeczywiście dużo spraw się wyjaśniło, jedne mają lepsze, inne gorsze zakończenia...
Podobało mi się , owszem, ale... chyba mniej niż wcześniejsze części...może miałam zbyt duże oczekiwania??? zbyt się nakręcałam??? odczekam troszkę i przeczytam jeszcze raz, na spokojnie....



A teraz wyróżnienia!
Na początek trochę wyjaśnień- ten post o wyróżnieniach miałam napisany już jakimś czas temu, wtedy gdy dostałam te nominacje, ale był częścią posta, który nadal czeka na publikację.
W międzyczasie dostałam kolejne, wiec nie mogę już dłużej zwlekać, bo wyróżniające mnie dziewczyny pomyślą, że olewam sprawę...

 A wiec :
( tak, wiem, nie zaczyna się od... itd. mam to w nosie)


obdarowały mnie nim w tym samym czasie dwie osoby: M(aniek) i Alexandra.
Baaardzo Wam dziewczyny dziękuję.

A ostatnio dostałam znowu:
tym razem od Betinaa40 i Agnes- podwójnie miło!!!

Ponieważ te wyróżnienia krążą w sieci od jakiegoś czasu,(zwłaszcza to drugie) a zasady mają podobne-  to wszystko o mnie można znaleźć tu i tu.

Nie będę też podawać zabawy dalej, bo ...

no właśnie, pozwolę sobie ( bo to mój blog więc mogę...) na kilka refleksji związanych z takimi wyróżnieniami:

Zgadzam się , że  wyróżnienia są miłe, zwłaszcza po raz pierwszy...
ale:
1. jak dla mnie powinny się raczej nazywać "podaj dalej" zwłaszcza, gdy muszę "wyróżnić" 15-16 blogów
2. wyróżnienie, żeby miało sens powinno dotyczyć max. 3-5  blogów, wraz z krótkim uzasadnieniem, tak, żeby czytający mógł się zorientować dlaczego dany blog jest naszym zdaniem fajny...
3. rozumiem dziewczyny, które nie przyjmują wyróżnień- w takiej wersji robi się to troszkę nudne
4. nie wiem, kto zapoczątkowuje te zabawy, ale mam apel, aby urozmaicać "zadania" do wykonania, żeby nie pisać w kółko faktów o sobie ( tylko  np. dokończ zdania... trzy największe marzenia... gdybym miała dużo kasy, to...najbardziej nie lubię, gdy... to też jest oczywiście w jakimś tam sensie o sobie, ale myślę, że jednak troszkę inaczej...)
5. jestem krótko w blogowym świecie, wiec przepraszam, jeśli moje powyższe uwagi zrobiły komuś przykrość- nie to jest moim zamierzeniem- chcę się bawić, tylko z sensem :-))

no i to już tyle moich "mądrości ludowych".

  Całuski serdeczne!

środa, 21 września 2011

dostałam!!

Dostałam , dostałam prezenty z wymianki!  i chwalę się, bo jest czym.

najpierw Cinnamon- miłośniczka książek, które pięknie recenzuje na swoim blogu- a teraz jeszcze zaprasza na pyszne Candy- przysłała mi wymiankową książkę: "Nazywam się Charlotte Simmons"  Toma Wolfea. Jestem przeszczęśliwa, bo ksiazka ma 686 stron i pisana jest drobną czcionką- czyli czytania na dłuuuugo ( rzadko sięgam po książki poniżej 300 stron....za szybko się kończą....).

Książka traktuje o społeczności akademickiej, co jest już dla mnie zamierzchłą przeszłością,  ale z racji posiadania dwu potencjalnych studentów z chęcią przypomnę sobie o tych czasach i zobaczę, jak teraz będę na nie patrzeć z perspektywy matki. ( książka zaczyna się sceną w męskiej toalecie, gdzie dwu pijanych i nawalonych studentów  odkrywa , że jak się  macha ręką przed fotokomórką pisuaru to woda  ciąąąąąąąągle leci i straaaaaaaasznie ich to bawi....).



A teraz skarby od Magdy Sowlshine!!
 Magda jak zwykle wykonała dla mnie przepiękne pierścionki i nie spodziewanie dorzuciła jeszcze dwie pary pasujących do nich kolczyków!!! Już dostała za to burę, bo tak nie wolno!!!



Myślę, że jestem w tej chwili największą posiadaczką Sowlshine-owych dzieł:


I jeszcze nie mówię :pass!

A wszystkie noszę, wzbudzając podziw wśród moich znajomych.

Tak wogóle , to przy okazji  wybierania z mojej szkatułki pierścionków od Magdy, policzyłam ile wogóle mam pierścionków:

69 ( razem z magdowymi)

Nieźle, co? i nie liczę tu takich , co zostały już przeznaczone na złom i są  w całkiem innych miejscu...

Wiem, mam nierówno pod sufitem, ale co tam, nikomu nie zagrażam... chyba....



No i Magda tez zaprasza na candy:

Ustawiajcie się w kolejce, bo warto!

Całuchy!


PS. miło mi, że moja facjata się Wam podoba, miejcie jednak świadomość, że to tylko pracowicie wyselekcjonowane zdjęcie.... rzeczywistość troszkę skrzeczy....

niedziela, 3 lipca 2011

do poczytania: Terzani


trochę się zgapiłam z tym postem, bo wakacje już się rozpoczęły, ale lepiej późno niż później...
Chciałabym Wam polecić do poczytania wspaniałą ( dla mnie oczywiście) książkę włoskiego dziennikarza Tiziano Terzaniego " Nic nie zdarza się przypadkiem".
Nie jest to książka przygodowa, beletrystyczna, czy psychologiczna, którą czyta się jednym tchem... jest raczej filozoficzna,  można ją czytać miesiącami.

sobota, 21 maja 2011

kolory mojej wiosny-

zainspirowane Balbinowym postem: http://zielonepole.blogspot.com/2011/05/ty-i-twoj-kolor-pokaz-go.html.

Podoba mi się tej wiosny kolor tzw. kobaltowy. Udało mi sie nabyć torbę w tym kolorze, a niedwno doszukałam do niej buty:


 (  kolor nie jest idealnie taki sam, ale podobno to już passe, żeby torba i buty były takie same, wiec...).

sobota, 7 maja 2011

Pani Hanna Kowalewska

ulubioną moją autorką jest!

To fakt. Od czasu, gdy przeczytałam jej pierwszą książkę- "Tego lata, w Zawrociu"- zakochałam się w jej stylu, bohaterach, sytuacjach...i zaczęłam szukać kolejnych pozycji.
Jeśli ktoś jej nie zna, to polecam na początek książkę "Julita i huśtawki"
A potem cały cykl o Zawrociu:
Czekam na ostatnią z cyklu i wiecie co zrobiłam wczoraj?
Sama nie mogę w to uwierzyć, bo nigdy wcześniej nic takiego nie przyszło mi do głowy...

Znalazłam Panią Hannę  na Facebooku i napisałam do niej!!! A ona mi odpisała!!!!

Wymieniłyśmy kilka maili i okazało się, że 13tego maja będzie na spotkaniu autorskim dosłownie rzut beretem ode mnie! Co za zbieg okoliczności! Ale po przeczytaniu jej książek nic nie dziwi...
Oczywiście wybieram się tam z całym moim zestawem jej dzieł do podpisu. No i ciągle myślę nad jakimś mądrym pytaniem, żeby nie wypalić standardowego: "skąd Pani bierze pomysły na książki? "   he, he, to by był obciach...

Oczywiscie dam znac jak było.

Pozdrawiam powiększajace sie grono ( gronko....) moich obserwatorów. :-))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...