Moi mili zaglądacze:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scrapbooking. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scrapbooking. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2014

;-)))

Dzisiaj, w ramach oddechu od mojej tfu-rczości, kilka zdjęć, które mnie ostatnio zachwyciły.

Na pierwszy ogień odjazdowe sesje rodzinne:




Ja jestem zachwycona dopracowaniem szczegółów : np ten misiaczek na dwu ostatnich fotkach- no po prostu czad!!! albo wełenkowe wnętrzności- cudo!!


Wszystkie zdjęcia pochodza z bloga:

http://cardboardboxoffice.com/

POLECAM serdecznie na poprawę humoru i jako inspiracje oczywiście :-))))


Druga seria zdjęć  to jakby antypody pierwszej, oraz dowód na to, że humor i dowcip nie jest domeną młodości:







 Zdjęcia " pożyczyłam" z bloga :

http://sydonia-akuku.blogspot.com/2014/01/domowe-sposoby-na-depresje-czyli-zostan.html?zx=2ecc3408b148d359

gdzie możecie też poczytać o historii ich powstania i znaleźć linki do fejsbukowych profili ich twórców. POLECAM!!!


A pozostając w tym babcinym temacie, chciałabym tylko pokazać karteczki zrobione przez starszego dla babć i dziadka:



( nadal wykorzystujemy dostane kiedyś od Alexandry i Ewuni materiały scrapbookowe).

I to tyle na dzisiaj.
Wkrótce mam nadzieję pokazać Wam w końcu pomalowaną komodę ( przewijak :-)) pod telewizor. Mam plan skończyć ją na dniach, choć ostatnio gęsto zrobiło się z różnymi innymi zajęciami, spotkaniami, wyjazdami... jak nigdy...ale jak wiadomo, im więcej na głowie tym lepsza organizacja.

Całuski
ystin
♥

sobota, 6 kwietnia 2013

Dzieła Ewy

Muszę się pochwalić, co zrobiła dla mnie Ewunia z Zakątka Dzieciątek- piękne Zaproszenia, Podziękowania i karteczki na stół ( wizytówki) w związku z I-szą Komunią Rafcia.
Kolorem przewodnim, jak widać,  jest zieleń:







Ewuniu, dziękuję bardzo!!!

Aż nie mogę uwierzyć, że to już za miesiąc... mam tylko nadzieję, że śniegu nie będzie....

Pozdrawiam serdecznie
ystin
♥


sobota, 7 lipca 2012

Lawendowe żniwa i cukieraski od Romy

Obiecany lawendowy post.

Na początek muszę się Wam do czegoś przyznać, choć nie jest to zbyt popularne: nie przepadam za zapachem lawendy....
 Jak byłam mała, długo nie wiedziałam jak wygląda na "żywo" i pachnie lawenda... Pamiętam dokładnie moment, w którym powąchałam pierwszy raz kwiat lawendy i okazało się, ze jest to ten niezbyt przeze mnie lubiany zapach toaletowego mydła... nie mogłam w to po prostu uwierzyć... jak to... ta piękna, legendarna wręcz LAWENDA, o cudnym, fioletowym kolorze pachnie tak przyziemnie i.... toaletowo? czy to naprawdę jest to???
Oj, rozczarowanie moje było ogromne!!!
teraz oczywiście podchodzę do tego inaczej, ale nadal zapach ten wolę w minimalnej, ledwie wyczuwalnej woni, gdzieś w szafie, w łazience, czy toalecie...
Nie wyobrażam sobie tak pachnącego domu, zwłaszcza po wizycie w Prowansji, gdzie po prostu można się było udusić od wszechobecnego w każdym hotelu, sklepie, knajpie zapachu... normalnie bolała mnie głowa i zastanawiałam się jak ci ludzie mogą to wytrzymać...

Zdecydowanie wolę jej wygląd, a już prowansalskie pola doprowadzają mnie do obłędu i zazdrości:


Przyznaje się bez bicia, że posiadanie chociaż namiastki takiego miejsca było zawsze moim marzeniem... niestety przez długi czas niespełnionym, bo lawenda nigdy dłużej niż jeden sezon nie mogła się u mnie utrzymać...
Aż w końcu się zawzięłam , postanowiłam wykonać wszystko dokładnie tak jak radzą hodowcy i ogrodnicy i teraz mogę się z Wami podzielić tą wiedzą.

Bo moja lawenda w końcu wygląda tak ( to zwykła lawenda wąskolistna- Lavandula angustifolia):



No więc po pierwsze musimy sobie uświadomić, że jest to roślina ciepło- i sucho- lubna i takie też warunki musimy jej stworzyć ( tzn. wszędzie tam, gdzie nie panują takie naturalnie...)
Gleba musi być przede wszystkim przepuszczalna, dlatego też warto wykopać głęboki na ok. 50 cm dołek ( lub rowek) wysypać go na dnie grubym żwirem ( można wcześniej wyłożyć specjalną włóknina, żeby uniknąć "wtopienia" się żwiru w glebę ) a resztę uzupełnić ziemią kwiatową wymieszaną z piaskiem ( 50/50). W tak przygotowane podłoże można sadzić lawendę. Ja polecam jeszcze wyłożenie włókniną przeciw chwastom i obsypanie drobną korą.

Oczywiście stanowisko maxymalnie słoneczne.

Kolejna ważną sprawą jest obcięcie wszystkich pędów kwiatowych przed pierwszymi przymrozkami, gdyż pędy te są dużo bardziej wrażliwe na przemarzanie niż pędy bez kwiatków. Jeśli zostawimy na roślinie kwiaty do mrozów, to lawenda przemarznie już na początku zimy i do wiosny nie dożyje...
Wiosną  już nie przycinamy....

Lawendę musimy tez okrywać na zimę- białą włóknina albo tzw. stroiszem ( czyli obciętymi gałązkami drzew i krzewów iglastych).



Po tych wszystkich zabiegach wasza lawenda powinna się Wam odwdzięczyć tak jak moja.
A powiem Wam, że sadziłam w zeszłym roku prawdziwe strzępy, bo miałam ją w doniczkach, i z dnia na dzień wyglądała gorzej, do sprzedaży nie nadawała się wogóle , wiec postanowiłam dać jej szansę w gruncie, i teraz mam naprawdę piękny rządek lawendy, którą właśnie wczoraj ścięłam: ( najlepiej ścinać gdy zaczynają rozwijać się pierwsze kwiatki, a pączki są nabrzmiałe...)
























Niestety łodyżki w większości nie były zbyt długie, ale za to zbiór spory:


Zrobiłam tylko dwa małe  pęczki do : łazienki i kibelka:























a resztę suszę na same kwiatki do woreczków... mam  w planie nawet uszycie woreczków- będą pierwsze w mojej karierze...

No i to tyle o lawendzie na dzisiaj. Każdemu życzę takiego widoku:


 A teraz czas na pochwalenie się wygranym u Romy candy. Miały to być szydełkowe kwiatki do scrapbookingu a przyszło to:



i jeszcze to:


i to:

Roma przysłała mi tez liścik, żebym zrobiła swój pierwszy tag lub karteczkę... o ile karteczki już jakieś tam powstawały, o tyle tag jest dla mnie sprawą niepojętą, ale przynajmniej już mam na czym go wykonać... kto wie...

W każdym razie, bardzo, bardzo Ci Roma dziękuję za piękne cukieraski.

Tak po prawdzie to robienie kartek i wogóle tworów scrapbookowych to dla mnie dość duże wyzwanie... jakoś tak nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć...zbyt dużo możliwości ...
Nie jetem z reguły w stanie wyjść poza trzy elementy i np. robię coś takiego ( to kartka dla wychowawczyni na koniec roku):

jak widać, przy takim zużyciu,  kwiatki od Romy wystarczą mi na całe dziesięciolecia...

pozdrawiam lavendowo
♥





poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Czereśniowe kwiaty i...kurz...

W końcu za oknem mojej sypialni ( która jest na pięterku, więc i widok z wysoka) mogę podziwiać cudny spektakl jaki przygotowała dla mnie  czereśnia: ubiera się w coraz większą ilość bielutkich kwiatuszków!

Wraz z działką staliśmy się posiadaczami starego czereśniowego sadu i choć powoli niestety drzewa umierają i zastępujemy je nowymi, to nic nie przebije wyglądu ogromnej czereśni obsypanej kwiatami, zwłaszcza gdy jest na "wyciągnięcie" ręki ...



Kwiatów jest z godziny na godzinę więcej:



Ale nie tylko ja je podziwiam, i czekam na owoce:

Szpacze małżeństwo też- najpierw będą sobie wić gniazdka, a potem karmić czereśniami młode- a niech im na zdrowie- czereśni jest w bród, a z tych górnych partii to nikt nie daje rady ich i tak oberwać!

A o co chodzi z tym kurzem?
otóż jakiś czas temu ( prawie rok) natrafiłam na taką oto kartkę, można powiedzieć, że scrapbookową:



Kartka mnie powaliła totalnie ( jest na niej prawdziwy kurz , Lea twierdzi , że spomiędzy żeberek kaloryfera...) i od tej pory stałam się namiętną obserwatorką poczynań jej autorki.
A autorką jest Lea z bloga Lea entre-temps.
jeśli wiec lubicie nietypowe kartki zapraszam do odwiedzenia!


Dzisiaj tak króciutko tylko bo jest mój żyrandol , muszę go podrasować troszkę a potem poczekać do zimy, aż małżonek będzie mieć więcej czasu na powieszenie...
to jest jedna z nielicznych rzeczy jakiej nie jestem w stanie sama zrobić, bo prąd to dla mnie czarna magia...
no bo czy ktoś widział prąd???

Całuski serdeczne
♥

wtorek, 20 grudnia 2011

Bombowe candy od Janeczki i moja "twórczość " scrapkowa

Wczoraj dotarł do mnie wielki karton z wygranymi na candy u Janeczki bombeczkami ...
taaaaaaaaaa... bombeczki to to nie są...


to są BOMBY!


na Janeczkowych zdjęciach nie było tego widać, ale one są ogromne!!!


tu w komplecie:


Są po prostu cudne!!
Janeczko, bardzo Ci dziękuję, to najpiękniejsze bombki jakie miałam do tej pory!
Zdeterminowały kolorystykę naszej tegorocznej choinki: będzie biała! jeszcze nigdy taka nie była, wiec sama nie wiem jak to wyjdzie... choinkę ubieramy tradycyjnie 24go, więc mam jeszcze troszkę czasu na myślenie...

A teraz kilka moich prościutkich karteczek, nie wszystkie zdążyłam uchwycić, ale nie różniły się zbytnio od prezentowanych:






W dwu pierwszych wykorzystałam bazy kupione w Lidlu, pierwsza ma obrazek ze Św. Rodziną , który dostałam w komplecie od Ewy, druga to recykling kartki świątecznej z zeszłego roku, a jest to obrazek malowany ustami+ koronka brzegowa od Aleksandry, do trzeciej wykorzystałam elementy z torebki ozdobnej na prezenty ( 3D!) i papier od Ewy...
koślawe to troszkę wszystko jest, bo nie używam linijki, ale co tam, handmade w końcu...

 I wiecie co? jak już się zacznie robić te scrapki, to innym wzrokiem patrzy się na każdy rodzaj papieru...nie wyrzucać!!! bo może się przydać...
tylko gdzie to wszytko składować??!

pozdrawiam serdecznie!
♥

czwartek, 8 grudnia 2011

Haft koralikowy: Zielona Noc

Pamiętacie co miało taka nazwę??
ostatnia noc na koloniach  czy obozie...
A ja nazwałam tak mój ostatni wyrób- wisior w  nowej dla mnie technice haftu koralikowego:

Tak jakoś te kamyczki ( zwykłe  zielone szkiełka do naszywania) powiedziały mi, że chcą mieć za towarzystwo czarne koraliki ( czeskie Preciosa), no i musiałam spróbować.


Wisior zawiesiłam na sznurze w technice heringbone:


Zapięcie bezniklowe:

Mam nadzieję, że Wam się spodoba, choć oczywiście można dopatrzeć się  niedociągnięć...
Spód podszyty srebrną ekoskórką- niestety zapomniałam zrobić zdjęcia a wisior poleciał już do nowej właścicielki... mam nadzieję, że będzie zadowolona....




i niejako do kompletu zrobiłam niekonwencjonalną karteczkę pt " Świąteczna Noc"


która  w środku ma jedną ozdóbkę:

Ależ się przy niej napracowałam , co?
czarna baza, kilka gwiazdek- alexandrowych oczywiście- i napis ze stempelka też od Alexandry..

czyli jak widać korzystam z darów, ale co mi z tego wychodzi to już inna bajka...

buziaczki

♥♥♥

czwartek, 24 listopada 2011

Wygrane candy i przesyłka od Ewy.

Zacznę od Candy, które wygrałam.

Udało mi się upolować u Skrzydlatej Głowy  taką oto śliczną filcową bransoletkę w pięknych jesiennych barwach:


A już myślałam, że coś zapeszyłam, bo mam wrażenie , że Wy ciągle coś wygrywacie, a ja taka sierota szczęścia w losowaniu nie mam!!!
Już nawet miałam pisać posta "odczarowującego" a tu proszę! i to podwójnie szczęśliwe wydarzenie, bo nie dość , że się udało, to jeszcze załapałam się na tzw. niespodziewajkę, czyli extra prezent!!
No mam nadzieję, że teraz już z górki.

A teraz o wieeelkiej paczce od Ewci- ta Knuja juz mi się odgrażała, że też dostanę od niej troszkę scrapbookowych przydasi, ale chyba mamy różne pojęcie co znaczy troszkę!!!:


Było to zapakowane w wielkie kartonowe pudełko a w środku był liścik , zaczynający się od słowa

"PRZEPRASZAM"!!!

no myślałam, że padnę!


Co można zrobić z taką Ewcią????

Mam oczywiście wyrzuty sumienia, bo ja jeszcze swój odwet  knuję... ale już niedługo....

Skrzydlata Głowo i Ewuniu- baardzo Wam dziękuje za miłe prezenty!

całuski serdeczne

niedziela, 20 listopada 2011

kopara mi opadła do samej ziemi, a serce rozsadza duma!!

te karteczki scrapowe nie są moje:


Zrobili je moi synowie a było to tak:

wczoraj zamieszczałam mój post z pudełeczkiem i Rafciu ( straszy, skończone 6) bardzo się tym zainteresował: a czy sama zrobiłam, a z czego, itd. Musiałam pokazać mu wszystkie przydasie które dostałam od Aleksandry- nie mógł uwierzyć, że jakaś obca Pani przysłała tyle fajnych rzeczy!
Oczywiście musiałam wytłumaczyć mu do czego to służy i pokazałam karteczki : tę Aleksandry i dostaną wcześniej od Ewci- mojemu synowi oczy  się zaświeciły: "Ja też chcę!!!"

Przyznam, że ciężko było mi dać mu te cudka, bo mi ich było zwyczajnie szkoda, ale co tam, dziecko najważniejsze, jedyne co, to nie dałam mu prawdziwej bazy, tylko wycięłam z kartonu od bloku rysunkowego. Wybrał papier, zażyczył  sobie " tego białego z dziurkami", i motylków... no i pobiegł do swojego biurka...
nie musiałam długo czekać; przyleciał Franek ( lat prawie 4)- on tez chce jak Rafciuuuu!!!
Okładkę z bloku miałam niebieską, wybrał sobie dzieci na łyżwach ( tu mnie serducho zabolało mocnej, bo papierek naprawdę słodki i na dodatek pergaminowy...) docięłam mu tylko wymiar, dostał napis , i poleciał... szczerze mówiąc spisałam wszystko na straty... ale:

Najpierw wrócił Rafciu:
karteczka niestety otwiera się w drugą stronę, ale co tam...


a potem Franek:

Franek trochę źle sobie przykleił ten papierek, ale wybrnął zaginając go do góry, udało mu się ( czysty przypadek) nakleić dobrze napis, a ponieważ cała kartka dosłownie lepiła się od kleju, postanowiłam dac mu jeszcze gwiazdki do naklejenia- i tu mu troszkę pomogłam ( połowa gwiazdek naklejona przeze mnie...)

No i cóż ja mogę powiedzieć...??
mi zajęło trzy dni przyzwyczajanie się do myśli, że coś mogę scrapbookowego zrobić, a oni rach ciach i już!
Ja chyba zajmę się jednak sutaszem a scrapki w naszej rodzinie będzie robił kto inny... :-DDD

sobota, 19 listopada 2011

Test Waszej wytrzymałości....

Chodzi mi o wytrzymałość na pokazywanie niedoróbkowych pierdółek!

A mianowicie, jak pamiętamy, ogłosiłam, że chciałabym znaleźć sie w posiadania scrapbookowych cudeniek ( kto nie pamięta tej propozycji wymiankowej niech zagladnie tu).

Zgłosiła sie Aleksandra i dzięki naszej poczcie stałam sie szczęśliwą posiadaczką tego:


przez 3 dni napawałam się posiadaniem i zastanawianiem jak można takie cuda przerobić na cokolwiek- mój mózg się po prostu lasował, przegrzewał i generalnie odmawiał współpracy...

ale powolutku przyzwyczajałam się do myśli, że coś można pociąć, coć skleić... Ola załączyła oczywiście własnoręcznie wykonaną karteczkę  ( prawy górny róg zdjęcia), dzięki której ( i tym wcześniej otrzymanym również) mogłam się zorientować do czego niektóre rzeczy mogą służyć!!

potem nastąpiła prozaiczna rzecz- skończyły mi się patyczki do uszu i pozostało po nich pudełko...

synapsy zaiskrzyły i powstało....  to:




Prawie scrapbookowe ( bo nie wiem, czy  dozwolone jest wykorzystywnaie w tej technice plastikowych rzeczy !), prawie dobrze wykonane pudełeczko na pierdółki.







Aktualnie zbieram w nim piórka, które wypadają  przy zdejmowaniu  z poduch fotelowych pokrowców do prania...
mam zamiar zrobić z nich skrzydełka aniołkom,  które MOŻE powstaną jako dekoracje tegoroczne....



No i tak to poszło
Pozdrawiam serdecznie
J.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...