Moi mili zaglądacze:

sobota, 7 grudnia 2013

pomysł na gwiazdę z deski -DIY

Wszyscy się zgodzimy, że w tym roku, jako dekoracje świąteczne, królują gwiazdki, gwiazdy, gwiazdeczki....
U mnie były już z patyków ( TU), karmelowa malowana na podusi ( TU), z papieru ( TU)  świecące (TU) przyszedł czas na gwiazdę z deski...


Do jej wykonania potrzebujemy:
deskę, najlepiej starą
formę papierową
urządzenie tnące ( piłę),
papier ścierny,
taker,
klej na gorąco.

czyli jak widać, troszkę sprzętu, nie zawsze mamy go pod ręką, ale można wykorzystać zaprzyjaźnionych osobników płci przeciwnej....

Najpierw przygotowujemy formę z kartonu: na wycinku koła o kącie 72 st rysujemy ( oczywiście korzystając z cyrkla i linijki czyli zgodnie z zasadami geometrii) jeden gwiazdowy promień, powinno wyglądać to tak :


Kluczowe jest to 72 st. ( 360 : 5 = 72) dające nam 5 ramion, jeśli chcemy gwiazdę o 6 ramionach, wybieramy kąt 60st, jeśli  o 8- 45st. itd.

Formę odrysowujemy na desce:



Moja deska była dość  "zmęczona życiem" i powstały na niej głębokie wżery po słojach- ale dla mnie to było właśnie jej zaletą bo dzięki temu powstał na gwieździe koncentrycznie zbiegający się rysunek.

Jak już mamy narysowane pięć  ramion, pora odpalić sprzęt tnący:


W moim przypadku była to stara piła zwana "krajzygą"...
maż w szpitalu, to musiałam sama... dało radę, choć troszkę się bałam- na szczęście to tylko proste cięcia, nie wymagające kombinacji...
Fajne było tylko to, że jak pojechaliśmy odwiedzić małżonka ( miał operowaną przepuklinę, więc nic poważnego ;-)) to na salę przywieźli akurat dwu gości z paluchami ( a właściwie już bez...) potraktowanymi przez taką  krajzygę....

elementy wycięte:


Boki szlifujemy, jeśli gdzieś został ślad flamastra, ścieramy ...

Krótsze krawędzie smarujemy klejem na gorąco i wzmacniamy z "lewej strony" zszywkami z takera:


no i już:

Jak widać  deska miała dziurę po sęku, co moim zdnaiem tylko dodaje jej uroku, a przy okazji ( zgodnie z sugestią Moniki) można zrobić z gwiazdy świecznik:


Albo tradycyjnie postawić:


co już prezentowałam w poprzednim poście.

I co Wy na to, znajdą się naśladowcy???


 
Pozdrawiam serdecznie
ystin
♥
 
PS. uważajcie na palce!!!

czwartek, 5 grudnia 2013

nowe życie słoja i przesyłka od Agnethy

We wakacje udało mi się posiąść wielki apteczny słój.
 I kiedy była w nim woda, bo kwiatki tego wymagały, nie było widać rys i  zmatowień, ale gdy chciałam go postawić "na sucho" okazało sie, że nie wygląda to najlepiej... i niestety jest  nie do zmycia, bo jest to poprostu porysowane ze starości szkło + osady z wody, których żaden środek  nie był w stanie usunąć ( a próbowałam wielu, uwierzcie...)
No i wtedy wpadłam na pomysł pomalowania...
Wydaje mi się, że takie zdobienia są na czasie, a że troszkę złotych akcentów pojawiło się w saloniku, to decyzja nie była trudna ;-)).
 
Taśma malarska do zabiezpieczenia, złota farba w sprayu i poszło:


 
W tej kompozycji występują też złote świeczniki na tealighty ( czekały na swoje 5 minut!!) i gwiazda, którą zrobiłam ze starej deski- ale to historia na kolejny post....
 
Jak widać, robi się coraz świąteczniej w dekoracjach, a kolejna została wzbogacona dzięki wspaniałej promocji w sklepie  Agnetha Home: obniżka ceny na Black Cube,  w wersji L i darmowa wysyłka!!! no jak mogłam nie skorzystać, skoro wcześniej zakupiłam BC w rozmiarze M i ten większy był w planach, choć raczej dalszych ??? no jak????
 
Tak wiec kliknęłam szybciutko w co trzeba, i mimo ostrzeżeń Agnieszki, że przesyłka się przeciągnie bo dużo zamówień, dzisiaj odebrałam cuuuudną paczuszkę:
 
 
jak widać na stole stoi już  jeden BC.
 
A oto i drugi do kompletu:
 
 
Zamieszkały w nim bombki ( w tych samych kolorach co w TYM  wieńcu adwentowym)  i złote żołędzie XL.


Teraz mam na tapecie szyszki-  w różnych kształtach i rozmiarach... duuużo ich mam , bo moje iglaczki nie poskąpiły  w tym roku :-)) a co z nich się tworzy to w kolejnych odsłonach.

całuski serdeczne
ystin
♥

wtorek, 3 grudnia 2013

nie na temat....

bo całkiem nieświątecznie ( a już przecież praktycznie tylko o tym myślimy i piszemy....)

Otóż  byłam dzisiaj  rano na spacerze z psem ( normalnie chodzi mąż , ale wczoraj odwiozłam go do szpitala , bo ma planowany zabieg operacyjny i sama gospodaruję na włościach... stąd ten spacer...)
A jak już poszłam, to, pozazdrościwszy Haniani pięknych, mroźnych zdjęć, popstrykałam trochę,  przy okazji testując moje umiejętności obsługi nowego telefonu ( który dostałam od mej przyjaciółki Paulinki, bo stary zszedł był ...dziękuję Polin!!)).

Tak więc zdjęcia z  naszej łączki dzisiejszego mroźnego poranka:



Ukwiały na pączkach jabłoni:


Wzbogacone kwiatostany krwawnika:


Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiej jakości- podejrzewam, że aparat w tym telefonie może być lepszy niż w mojej starej idiotenkamerze....hm....

Pokażę Wam jeszcze tylko, co stoi na moim parapecie (i nie tylko) w pomieszczeniu gospodarczym:





Tak, tak... dobrze widzicie ZIELSKO w skrzynkach!!! mlecz polny, mniszek lekarski, babka lancetowata i zwyczajna, troszkę koniczynki....


odwaliło mi??/
otóż nie, mam przecież amatora takich smakołyków:


To nasza żółwina Reksiu, który  nie ma wielkiej ochoty na hibernowanie, wiec trzeba mu zapewnić dostawy ulubionych zieleninek... oczywiście chętnie posili się też sałatą, liśćmi kapusty, ogórkiem... ale zdrowsze na pewno są dla niego takie dziko rosnące chwasty... no to wczoraj zrobiliśmy z chłopakami akcję i mamy hodowlę żółwiowego żarełka... na razie jeszcze rwiemy z pola, to posadzone  musi się ukorzenić i rozrosnąć...co też człowiek dla swoich czworonogów nie wymyśli :-))).
Tu gadzina przy korytku:



Dobra, a teraz  muszę zaglądnąć do pieca ( co też czynił mąż...) bo wczoraj udało mi się prawie zagotować wodę w grzejnikach!! na szczęście prawie... wolałabym uniknąć już takich atrakcji...

A kolejny post znowu będzie o pierdółkach świątecznych...

mroźne całuski
ystin
♥

niedziela, 1 grudnia 2013

drugi adwentowy i kalendarzowe emocje

Tak wygląda mój drugi adwentowy wieniec:


Chyba jeszcze prostszy niż poprzedni- a na pewno wymagający mniej pracy:
gotowy wianek z brzozowych witek, stare klipsy do świeczek , garść bombek i świeczki-  tym razem już z cyferkami :-))



A tu już dzisiejsze z zapaloną jedyneczką:


Trochę się bawiłam zdjęciami i mam do Was pytanie, które zdjęcie wygląda lepiej:

 
Zdjęcie po lewej jest naturalne, po prawej przerobione ( zmiękczone i ocieplone barwy).
Co tym sądzicie?
 
A teraz obiecana relacja z otwierania niespodzianek adwentowego kalendarza.
 
Na wstępie muszę powiedzieć, że ponieważ taki kalendarz mamy pierwszy raz, nie został w ogóle rozpoznany, mimo tego, że wspomniałam im , że coś takiego dla nich wymyśliłam.
Rafciu wszedł na górę, stanął przed torebeczkami i powiedział:
 
-Mamo, Ty już tak co chwila coś nowego wymyślasz, że ja tego nie ogarniam!!!
 
 
Jak mu powiedziałam, że to ten wspomniany kalendarz, to zaczął macać. Reakcja Franka była podobna- przeszedł obok, bez zwracania uwagi - to efekt tych moich zmieniających się ciągle dekoracji :-))).
 
Żeby zwiększyć trochę napięcie, powiedziałam im, że w środku nie zawsze są czekoladki, czasem są kamyczki, czasem plastelina, a czasem tylko papierki.... zła matka jestem, wiem, ale musi być trochę niepewności ;-)).
 
No i dzisiaj , z pewną taką nieśmiałością:
 



 
 
Stwierdzili, że się poszczęściło, bo były czekoladki...
 
 
Wam też życzę samych czekoladek
całuski
ystin
♥


środa, 27 listopada 2013

ostatni dzwonek- kalandarz adwentowy.


Tyle razy sobie obiecywałam, że zrobię kalendarz no i w końcu udało się!!
Zmobilizował mnie Franek, który zamęcza mnie pytaniami "ile jeszcze do gwiazdki????" i muszę mu na palcach pokazywać, bo do takiej astronomicznej liczby jak 30 jeszcze nie doszedł, ale wie, że trzeba trzy razy  wszystkie paluszki przelecieć...
No i żeby pozbyć się upierdliwca wykonałam pomoc, która jest jednocześnie taką pierwszą prawdziwą ozdobą świąteczną ( poprzednie wszystkie złożone czekają na swoją kolej, bo jednak trochę jeszcze za wcześnie jak dla mnie...)


Kalendarz również najprostszy z prostych: torebki śniadaniowe, wydrukowane numerki, wycięte gwiazdki, sznurek, zszywacz:


w torebkach słodkości ( niestety...niezbyt to zdrowe, ale w końcu ma być przyjemnie♥)- po dwie sztuki, bo zrobiłam jeden kalendarz dla obu moich łobuzów:-))

Tylko na 24 dzień jest inaczej- dwie torebki, więcej "wkładu" i czerwona cyferka :


Wszystko zawisło na starym sękatym kiju, który oryginalnie był laską do podpierania się - przywiozłam go z tego samego starego domu, skąd miałam ten stolik i inne różne śmieci, które przewijały się ostatnio na moim blogu (TU i TU )... jak go brałam, to oczywiście kolega, z którym tam byłam pukał się w czoło całkiem na poważnie... a tu proszę- pasuje idealnie:


Czarna gwiazdka jest zrobiona z idealnego przepisu na gwiazdki, który pokazała Agnieszka/ Agnetha  TU- po prostu genialnie proste rozwiązanie na super gwiazdki- zakochałam się ( po raz kolejny...) i będą u mnie w tym roku w dużej ilości, różnych rozmiarach,  wszędzie....


Całość powiesiłam na kawałku ściany miedzy futrynami do przyszłych pokoi chłopaków ( są przewidziane w tej starej części domu, wiec tylko wnęki są- bez drzwi...)
A na ścinie wiszą pokazywane już dawno cudne portrety moich synków, wykonane przez Agę Czerkas.

Jak Wam się podoba? mam nadzieję, że chłopaki padną z zachwytu jak dzisiaj wrócą ze szkoły- bo kalendarz już będzie wisieć nęcąc ich swoją zawartością- do niedzieli, kiedy otworzą pierwsza torebkę!


całuski serdeczne
ystin
♥
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...