Moi mili zaglądacze:

niedziela, 11 listopada 2012

kolejna broszka do kolekcji

Tym razem symetryczna- jest to moja piewsza broszka zachowująca symetrię- bałam się troszke jak sobie poradzę , ale jakoś poszło:


 Ci co mnie znają wiedzą, że tak jak  w naszyjnikach, zawieszkach i kolczykach długo nie mogłam wyjść poza symetryczne kształty, tak broszki od poczatku robiłam asymetryczne. Więc teraz mam małą zmianę- no cóż - można powiedzieć , że się rozwijam...



W najbliższym czasie powstanie jeszcze kilka nowych tworków, bo moja dawna koleżanka chce zrobic w tym roku prezenty swoim najbliższym kobitkom właśnie z takiej biżuterii- ja się cieszę- bo to mnie troszkę zmobilizowało do działania-  i mam nadzieję, że zamawiająca i obdarowane też będą zadowolone.

Miłego tygodnia wszystkim Wam życzę.
całuski

czwartek, 8 listopada 2012

i znowu post....

czy też tak macie, że czasem nie ma o czym pisać, a czasem to po prostu można by co dzień?
no ja właśnie mam to drugie, więc proszę o zrozumienie.

Dzisiaj chciałabym pokazać co dostały pozostałe dwie zwyciężczynie małej zgadywanki  o moim sutaszowym, nietypowym tworze.
Jak pamiętacie, Hannah już swojego liścia dostała ( podobno się podoba....) a teraz dostałam info, ze  i Marl i Trojanda dostały swoje niespodzianki- obie nie chciały widzieć ich wcześniej wiec nie mogłam publikować. Ale teraz już mogę wiec oto proszę:



Niebieska poleciała do Trojandy, która napisała mi , że kocha wszystkie odcienie niebieskiego:



 a fioletowa do Marl- tu z kolei miało być na chłodno:




Dziewczyny twierdzą w mailach, że  się podobają... oby... Zawsze mam wątpliwości co do zamawianych tworków- nigdy nie wiadomo, czy odpowiadają na 100%.

Ostatnio  przeczytałam  u Koroneczki wypowiedź jednej z rękodzielniczek, która na pytanie czy lubi robić na zamówienie odpowiedziała po prostu NIE. Że woli jak kupujący wybiera sobie z istniejącego już towaru, bo wtedy jest  pewność, że to co wybrał  podoba mu się na 100%. Coś w tym jest, prawda?

Przy okazji  prezentacji obu broszek ( nazywam je roboczo broszki -kumoszki;-)) można zobaczyć różnicę w prawej ( broszka niebieska) i lewej  ( fioletowa) stronie sutaszu- strona lewa ( albo bardziej -lewy brzeg ;-)) jest taki jakby ząbkowany. Trzeba bardzo uważać, aby wszystkie sznureczki były ułożone wybraną stroną- wtedy jest ładniejszy efekt końcowy.

No to tyle na dziś.
Chyba niemoc sutaszowa troszkę przełamana...

pozdrawiam serdecznie
 
 


wtorek, 6 listopada 2012

" Kaśka" stołowa i zaproszenie do zabawy

Nie lubię pisać postów dzień po dniu, ale zabawa o której za chwile napiszę ma bardzo krótki termin, wiec wybaczcie...
Na początek jednak rozwiązanie zagadki; tajemniczy przedmiot to... " kaśka" stołowa- czyli taki mini ręczny odkurzacz do okruszków:




 kilka  dziewczyn dobrze zgadło- gratulacje!

a teraz zabawa:

na blogu


 można głosować na najciekawsze-najpiękniejsze- najbardziej jesienne zdjęcie- zapraszam  i wcale nie namawiam do głosowania na moje!! róbcie co Wam dusza dyktuje♥
Głosowanie tylko do czwartkowego popołudnia.

całuski

poniedziałek, 5 listopada 2012

Taca- metamorfoza

pierwsze tego typu ustrojstwo u mnie...


 
Jak wiadomo zakupy w internecie obarczone są ryzykiem- nie widzimy towaru, nie dotykamy, nie sprawdzamy... czasem po rozpakowaniu zaskakuje nas rozmiar ( nie sprawdzone wymiary...) czasem jakość wykonania...
Kupiłam tacę, która zachwyciła mnie kształtem obramowania, opisaną jako drewniana- wymiary sprawdziłam dokładnie- pasowało...
Gdy rozpakowałam przesyłkę moim oczom ukazało się pęknięte plastikowe, pomazane złotą farbą coś:
 
 
 
od spodu pięknie wytopiony znaczek, wiec nie było mowy o drewnie:
 
Ale się nie poddałam, postanowiłam jednak wprowdzić w życie pierwotny plan, pomalować przetrzeć,  postarzyć...

czyli standard:
farba brązowa, farba biała- przecieranie + dodatkowo w tym wypadku wosk barwiący brązowy.

No i tak to wyszło:


 
 


Znalazłam dla niej miejsce na stole, z bukiecikiem klonowych różyczek i ciekawym, platerowanym przedmiotem- kto wie co to jest?


- żaden konkurs, po prostu jestem ciekawa, czy wiecie do czego to służy, bo  to też mój niedawny nabytek, wymagał odczyszczenia , wypolerowania... taka stara ciekawostka...


Czy u Was za oknem też ten monotonny deszcz słychać?
Jesień w końcu....

Mimo wszytko- miłego tygodnia.

piątek, 2 listopada 2012

Prawie na temat...

Już jest u mnie, moja Maryjka...


Stanęła na oknie, w towarzystwie korony  od Kaprys, z zeszłorocznym bukietem róż z liści klonowych ( całkiem nieźle się trzymają, i choć już powstał nowy, tegoroczny, to żal mi wyrzucić...) i świecznika, który był wprawką przed pomalowaniem  tego stołu.
Dawno już chciałam mieć figurkę Matki Boskiej, ale zawsze była poza moim zasięgiem, w końcu się udało.

Oczywiście nosi ślady upływu czasu: ma utłuczone palce, lekko przybrudzoną farbę... ale w końcu nie oto chodzi, żeby była jak nowa. Taka jest najpiękniejsza.
Niestety nie znam jej historii...


Jej pojawienie zbiegło się w czasie z bardzo smutną informacją- przegranej walce z rakiem jednej z naszych blogowych sióstr- Chustki. Ostanie wpisy na jej blogu zmusiły mnie do bardzo głębokiej refleksji na temat tragedii matki, która wiedząc, że umrze, musi przekazać tę informacje synowi... znaleźć dla niego jakiś świat, w którym będzie mógł żyć... To jest dla mnie coś niewyobrażalnego, świadomość, że już nigdy nie będzie można czuwać nad swoim dzieckiem, prowadzić go w świat, opiekować się, że zostawia się go samego,  podatnego na ból i zranienia...
Że już nigdy nie da się mu tego poczucia bezpieczeństwa, tej bezwarunkowej miłości....nie przytuli, nie pocieszy, nie wytłumaczy ...

Wiem, że takich sytuacji jest bardzo wiele, że wiele dzieci traci rodziców zbyt wcześnie, że jest to dla nich trauma na całe życie, i wiem też, że udaje im się zbudować dobre życie , że często są dzięki temu wrażliwsze, czulsze, mądrzejsze... Wiem, ale...


Może nie jestem najlepszą matką, zdarza mi się krzyczeć, złościć- jak każdej, ale staram się... staram się...

I dlatego też, mimo, że strasznie mi się nie chciało, w ostatniej chwili zorganizowałam dynie i zadość się stało naszej rodzinnej tradycji : 4 wycięte paszcze, symbolizujące naszą rodzinkę- stanęły w środę wieczorem na ganku:


Od lewej: mama, Franek, Rafciu, Tata.

Naszą rodzinną traydcją jest też zapalenie świeczek na najbardziej zapomnianym grobie na cmentarzu- ponieważ nasze rodzinne groby są baaardzo daleko, staramy się choć w ten sposób uczcić Święto Zmarłych: modlitwą za kogoś o kim już niewielu pamieta...

serdeczne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...