Kominiarki powstały dwie:
prototyp, który okazał się być lekko za mały, i kominiarka właściwa, która z kolei nie jest idealna pod względem użytej włóczki- ale takie były wytyczne:
Musiało być z czegoś, co nie drapie, a tu miałam tylko taką bawełnę w pętelki ( buckle chyba tak się mówi, a czy pisze?) co nie wygląda do końca dobrze, tak jakoś nieporządnie , no i trudno się robiło...
Ale dałam radę, dla urozmaicenia połączyłam ją z czerwonym:
No i poszedł w niej dzisiaj, zobaczymy jakie będą relacje.
Ponieważ zrobiłam tez wspomniany prototyp:
którego nie mam serca z spruć, wiec mam taką propozycje: jeśli któraś z Was byłaby zainteresowana ( na chłopaka ok. 3 lat) to chętnie ją wykończę- tzn. trochę dopracuję nad czołem i dorobię ściągacz wokół buzi , i mogłabym sprezentować.
Proszę zainteresowane osoby o wpis w komentarzu . Jeśli byłoby więcej chętnych polosujemy.
Przy okazji tych moich robótek okazało się, że skrzyneczka od Hannah ( wygrana kilka miesięcy temu w candy) która niedawno zyskała nowy look i stała się gazetownikiem , znakomicie sprawdza się jako "wełnownik" w czasie mojego drutowania:
W tej szacie już się na zdjęciach mojego saloniku pojawiała a jak wyglądała startowo możecie sobie przypomnieć tu.
Ja ją nieco przyciemniłam woskiem barwiącym:
i zrobiłam uchwyty ze spłaszczonego młotkiem sznura i starych szyldów:
A tymczasem w moim gazetowniku-wełnowniku ukrywa się kawałek kolejnej robótki, która jest częścią większego projektu... ciekawe czy się uda, bo znowu wątpię...
No i to tyle na ten środek tygodnia, teraz już z górki!
całuski serdeczne
ystin
♥






