Moi mili zaglądacze:

środa, 12 lutego 2014

znowu śmieci.....

Trochę się zastanawiałam, czy pisać tego posta i pokazywać Wam moje ostatnie zdobycze, żebyście nie pomyślały, że ładuję do domu same zardzewiałe i odrapane stare śmieci...

ale co tam, nie ma co ukrywać,  tak właśnie jest!


Oto salonik, w którym zaczynają się pojawiać w/w śmieci...
takie jak to:


Widzicie, jakie odrapane?

Nic dziwnego, skoro przez kilka ostatnich lat leżało na strychu a wcześniej służyło za terrarium...


Wytłukłam szybki, umyłam... w planach było malowanie na czarno, ale ta zieleń wpasowała się idealnie w kolorystykę saloniku:


Koło ramki z terrarium stanął drugi "śmieć":


jakieś stare urządzenie pomiarowe- lekcje fizyki się kłaniają :-))


A na oknie miejsce znalazł stary metalowy kosz:


( w tle widać obserwtorkę Nutkę ).  Zimą, przy bezlistnych drzewach niestety widać naszych jedynych sąsiadów, ale chyba już niedługo, bo wszystko zaczyna rozmarzać...;-)

Teraz coraz trudniej o takie kosze, ale  można znaleźć ciekawe np. takie:
 


I tak to śmieci weszły "na salony".


Zmianom w salonie na ma końca, bo jak pamiętacie mam plan związany z materiałem od Małgoś...
Na pierwszy ogień poszła szafka pod telewizor, którą bez sentymentów pozbawiłam firankowego ornamentu:


Moim zdaniem wygląda zdecydowanie lepiej.
Popełniłam też kosmetyczne zmiany: redukcja durnostojek, ramki obrazków na czarno... i tak mam wrażenie, że wszystkiego jest za dużo...

najbardziej chciałabym wyprowadzić z salonu książki:


ale żywcem nie mam gdzie.... a popakowanie w kartony ( książki stoją w dwu rzędach...) w oczekiwaniu na lepsze czasy wydaje mi się świetokradztwem....



No! teraz to już mój salon jest całkiem bez tajemnic! jak Wam się podoba śmieci ciąg dalszy? jeszcze kilka czeka na wstawienie, ale muszę dozować grozę, także mężowi, coby się chłop nie skończył  :-))

Zapraszam na kawkę :-))

całuski serdeczne
ystin

niedziela, 9 lutego 2014

Niedzielna wyżerka!

Aleśmy sobie  dzisiaj zrobili dobrze: kiełbaski, opiekany chlebek, ziemniaczki...


Dzięki naszym znajomym mamy takie fajne ustrojstwo do ogniska, które ułatwia pieczenie kiełbasek i nie tylko.
Wygląda tak:


Ruch możliwy w dwu kierunkach: obniżanie i przekręcanie- więc dość precyzyjnie można operować  ta starą obręczą rowerową z dospawaną siatką :-)).
Powiem Wam, że sprawuje nam się idealnie, i praktycznie co kilka tygodni coś sobie tu pichcimy- nawet w śniegu !



Warunki jeszcze dość spartańskie i trzeba było uważać na błoto, ale było pysznie: do chlebka i ziemniaków było masełko czosnkowe, do kiełbaski sałata w sosie cytrynowym z żurawiną.... mniam....



Franek w pełnym rynsztunku- gogle przeciwdymowe, kominiarka itp....  Sami się ubierają, nie zamierzam ingerować w kreatywność ;-)).

Za Frankiem natomiast dobrze widoczne okna od starego domu- kiedyś będą tu dwuskrzydłowe , oszklone drzwi  na taras... taaak.... kiedyś.....


Belunia nadbiega:
 
 
i grzecznie czeka na swoją porcję:
 
 
 
Ale było fajnie i smacznie.....i ptaszki już śpiewały!!!
 
całuski
ystin

piątek, 7 lutego 2014

zaraźliwe słodkości

Jestem tak podatna na zarażanie się blogowymi cudnościami, że aż strach!!

Czy Wy też tak macie?

I choć dotyczy to głównie wnętrzarsko-handmadowych zagadnień, to i inne sfery życia odczuwają  blogowe wpływy...
 Ot, takie pieczenie...
Generalnie mam dwie lewe i ciasta mi nie wychodzą, ale od czasu do czasu skuszę się, zainspirowana którymś z Waszych wpisów...
tak też było tym razem:
Lore-mia pokazała u siebie pychotki pod tytułem cantuccini i jeszcze napisała, że są niezwykle łatwe i szybkie do zrobienie- a ponieważ  z Elą możemy sobie podać rękę ( lewą :-) w sprawie "niepieczeniowości", to uwierzyłam, że skoro jej wyszły, to i mi się też powinny udać!
Przepis pochodzi z bloga  MASZKA TU MASZKA TAM i tam też odsyłam zainteresowanych.

A moje cantuccini prezentują się tak:


 i choć wprawne oko zauważy mały odchył od oryginalnego przepisu, to powiem Wam, że są super i rzeczywiście szybkie i proste! POLECAM!!!

A dla wszystkich, którzy jednak pieczenia się nie podejmują mam dobrą wiadomość: można sobie zamówić ciasta i ciasteczka bez wychodzenia z domu!!




 
np. taki torcik migdałowy jak powyżej.... mniam....
 
na razie tylko w Poznaniu i Warszawie, ale jestem pewna, że idea się  rozszerzy, bo pomysł jest super.
Więcej ciast, tortów, babeczek i tart TU.
 
 
Nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała Wam jeszcze mojej "pracy ręcznej ", która powstała przy okazji;-)).
Ponieważ tych cantuccini zrobiło się dość sporo, pojawił się problem przechowywania...
Wybór padł na duży słój po hurtowej ilości ogórów... ( komunia...)
 
ale zwykły słój z nakrętką???   nieeee.....!
 
Wykorzystałam znany już pomysł:
 
 
 
Udział wzięły plastikowe figurki zwierząt, ale jak to u nas, nie grzeczne gąski, czy króliczki, tylko byk i koń ( choć mój mąż twierdzi, że to muł, bo ma za duże uszy- aż takim znawcą nie jestem, więc nie podejmuję się polemiki... ;-)))
 
Przyklejone, pomalowane:
 
 
z zawartością prezentują się tak:
 
 

 
 
no i to tyle na ten piękny piątkowy poranek.
 
miłego weekendu
 
całuski
ystin

wtorek, 4 lutego 2014

promyczki!

Dzisiaj mamy piękny dzień: jest mróz, śnieg jeszcze leży, słoneczko świeci- żyć nie umierać!
ale nie o takich promyczkach chciałam napisać....
Chodzi mi o rozświetlające dni przejawy zwykłej ludzkiej życzliwości!!!
Znamy je wszystkie, bo w tym naszym blogowym świecie zdarzają się nader często.

O jednym z nich powinnam napisać już dawno, ale mi zeszło i jak sobie to uświadomiłam, to mi się trochę zrobiło wstyd... nadrabiam więc szybciutko:



ten piękny naszyjnik z agatem znalazłam nie spodziewanie w skrzynce na listy jeszcze przed świętami...
Jego autorką jest oczywiście Magda, której wiele pięknych tworów posiadam...
Magduś, jesteś niepoprawna z tymi prezentami♥ dziękuję bardzo raz jeszcze!

Drugi promyczek trafił do mnie od Małgoś z bloga FortFoxtArt...
a było to tak: Gosia, która zajmuje się profesjonalnym tapicerowaniem mebli i dawaniem im drugiego  życia pokazała u siebie na blogu te oto krzesła:


( po więcej zdjęć odsyłam na bloga Małgosi ;-))

No i co tu dużo mówić zakochałam się w tym psychodelicznym wzorku, zapytałam  więc , gdzie takowy można dostać... a Gosia po prostu wysłała mi kawał tkaniny, jaki jej pozostał, mówiąc, że to resztka.... taaaaak.... to jak w tym dowcipie:

"Żona wręcza mężowi krawat: Kochanie uszyłam ci krawat.... a z resztek sobie sukienkę!!!" ;-))).

Chodzą ostatnio za mną takie barwy, więc szykują się zmiany w salonie....strach się bać, mówię Wam!!
Gosieńko- ♥♥♥!

A trzecim promyczkiem było wygranie u Annaszy wędrującego candy- "Skona Hem- podaj dalej". 


Strasznie mnie to ucieszyło, bo już trzeci raz czatowałam na ten zestaw gazetek. A Annasza dorzuciła jeszcze Werandę i swoje śliczne serwetki!

Niniejszym więc informuję, że niedługo będzie można u mnie zapisać się na to candy - oczywiście jak już przeoglądam wszystko "od a do z"  i z powrotem!!

Przy okazji przypominam o moim serduszkowym candy- info na pasku bocznym :-))

całuski serdeczne
ystin

niedziela, 2 lutego 2014

Moje abażurki w nowym domku♥

Jakiś czas temu pokazywałam Wam zamówione przez Panią Wiolę trzy małe abażury do żyrandola (TU).
Właśnie dostałam zdjęcia po zamontowaniu wiec czym prędzej się chwalę:


Dzięki temu, że w trakcie ustaleń otrzymałam też zdjęcie pierwotnego wyglądu żyrandola, mogę pokazać "przed i po":


Jak widać, zmieniony został kolor całości- z miedzianego na biały, co zdecydowanie lepiej pasuje do abażurów i do reszty wystroju, którego fragment możemy podziwiać na zdjęciach:


A wieczorem efekt jest taki:


Pani Wiolu, bardzo dziękuję za zdjęcia i za miłą współpracę.

Do Takich abazurków ideanie psuja żarówki ledowe, do kupienia np. TU

A Wam się tylko pochwalę, że poprzedni post o moich "zardzewiałkach" w łazience pobił rekord dnia wyświetleń na blogu! takie kontrowersje zawsze wzbudzają ciekawość ;-)))

Pozdrawiam serdecznie
ystin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...